Jak ciało współtworzy zmianę w psychoterapii skoncentrowanej na rozwiązaniach? Czyli o ucieleśnionym wymiarze TSR.
Przez długi czas Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach kojarzona była przede wszystkim z rozmową. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że w dużej mierze jest tak również dzisiaj. I właściwie to mnie to nawet nie dziwi… Bo to przecież podejście, które z ogromną uważnością traktuje język, znaczenia i sposób prowadzenia dialogu. W podejściu tym język współtworzy rzeczywistość, a słowa mają moc. Potrafią otwierać nowe perspektywy, wzmacniać nadzieję i zapraszać do tworzenia preferowanej przyszłości.
Jednocześnie coraz więcej znanych mi osób pracujących w tym nurcie kieruje swoją uwagę również ku ciału i ucieleśnionemu wymiarowi doświadczenia. Być może dzieje się tak częściowo za sprawą rozwoju neuronauki, a częściowo dzięki rosnącej wiedzy o procesach oddolnych, czyli bottom-up, szczególnie istotnych w pracy z osobami po doświadczeniach traumatycznych, gdzie oddziaływania oparte jedynie na refleksji, języku czy zmianie poznawczej nie zawsze wystarczą. Głównie ze względu na to, że skutki trudnych doświadczeń mogą ujawniać się również w pobudzeniu, napięciu, sposobie reagowania czy odczuwania własnego ciała. I to właśnie między innymi to skłoniło mnie do poszukiwania sposobów, w jakie Podejście Skoncentrowane na Rozwiązaniach może jeszcze pełniej uwzględniać ten aspekt ludzkiego istnienia.
W tym tekście chcę podzielić się refleksjami i wnioskami z kilku bardzo inspirujących dla mnie rozmów, które odbyłem w pierwszej połowie 2026 roku w ramach prowadzonego przeze mnie cyklu webinarów „spotkania terapeutyczne”. Zaprosiłem do nich osoby, które cenię i które w swojej praktyce psychoterapeutycznej szczególną uwagę poświęcają ciału.
Z Mateuszem Jankowskim z Polskiego Stowarzyszenia Psychoterapii Somatycznej Bodynamic rozmawialiśmy o tym, jak język i ciało współtworzą zmianę w psychoterapii. Z Macikiem Świerszczem-Żukowskim zastanawialiśmy się nad znaczeniem kontaktu, doświadczenia „tu i teraz” oraz nad tym, co Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach może czerpać z terapii Gestalt. Z kolei z Janiną Tyńską poruszyliśmy temat ucieleśnionej praktyki TSR, koregulacji i tworzenia warunków, w których organizm może odbierać więcej sygnałów bezpieczeństwa.
Rozmowy te toczyły się swoim unikalnym rytmem i prowadziły w różne miejsca. A mimo to każdej z nich towarzyszyła podobna refleksja – ciało jest nieodłączną częścią doświadczenia terapeutycznego. Dokładnie z tego kontekstu wyłania się embodied SFBT, czyli TSR świadomie uwzględniająca doznania cielesne, ruch, emocje czy gesty.
Ciała nie trzeba włączać do psychoterapii. Ono już w niej jest!
Nigdy nie uczestniczymy w terapii jako bezcielesne umysły wymieniające się słowami. Tak się zwyczajnie nie da. W gabinecie spotykają się dwie osoby, a więc również dwa organizmy i dwa układy nerwowe. Wszystko, co pojawia się w psychoterapii – nasze myśli, emocje, wspomnienia, momenty napięcia czy ulgi a przede wszystkim relacja, ma swój ucieleśniony wymiar. Tylko od nas zależy, na ile będziemy zwracać na niego uwagę. Dlatego mówienie o „pracy z ciałem” bywa nieco mylące. Może sugerować, że ciało jest dodatkowym elementem, który możemy dołączyć do psychoterapii albo go z niej usunąć. A ciało uczestniczy w psychoterapii od pierwszej do ostatniej minuty. Bo nasze ciała to my.
Podział na ciało i umysł (który podobno zapoczątkował Kartezjusz) stał się tak powszechny, że mocno zagościł w naszej normatywności. Do tego stopnia, że czasami posługujemy się nim niemal automatycznie. Tymczasem jako ludzie komunikujemy się także poprzez cielesny aspekt bycia w relacji. Na kursie psychoterapii systemowej usłyszałem kiedyś, że nie da się ze sobą nie komunikować. Nawet, gdy nie mówimy, to nasze ciało wysyła sygnały. Nie oznacza to, że należy interpretować każdy gest albo szukać ukrytych znaczeń w sposobie siedzenia klienta (albo pacjenta, jeśli ktoś tak woli). Łatwo byłoby w ten sposób porzucić postawę niewiedzy na rzecz eksperckiego przekonania, że terapeuta wie, co „naprawdę” oznacza określona reakcja. Steve de Shazer – jeden z twórców Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach mawiał: „Nie myśl. Obserwuj”. I w tym się z nim zgadzam. Tylko, że obserwować warto nie tylko treść wypowiedzi.
Myślę sobie, że skoro język współtworzy rzeczywistość, to być może warto przyglądać się temu, jak za jego pomocą opisujemy zjawiska zachodzące w trakcie psychoterapii. W trakcie rozmowy ze wspomnianym już wcześniej Mateuszem Jankowskim usłyszałem, że może nie potrzebujemy już mówić o łączeniu ciała i umysłu? Być może wystarczy, jeśli przestaniemy je rozdzielać? Ależ to było dla mnie ważne! Taki sposób myślenia pozwala patrzeć na człowieka całościowo. Ma to wpływ na to, jak prowadzimy terapię, ale także na to, jak postrzegamy drugą osobę. Szczególnie w TSR, w której uważność na człowieka i jego własny sposób doświadczania od zawsze był jedną z najbardziej unikalnych cech tego podejścia.
… ale! W terapii uczestniczy również organizm terapeuty
Wśród czynników mających znaczenie dla zmiany w psychoterapii wymienia się między innymi aspekt osoby, która ją prowadzi. Jej wiedzę, doświadczenie i sposób budowania relacji. W ucieleśnionej perspektywie warto przyjrzeć się również swojemu własnemu stanowi. Temu, z jakiego miejsca zadaje określone pytania czy proponuje daną interwencję oraz na ile pozostaje obecny w stanie ugruntowania.
Układy nerwowe nie funkcjonują w izolacji. Wpływamy na siebie nawzajem, zgodnie z zasadą systemowej cyrkularności czy nam się to podoba czy nie. Nasza zdolność do regulacji może więc stanowić zasób dla osób, z którymi pracujemy. Szczególnie tych, którzy doświadczają nadmiernego pobudzenia albo wycofania i odcięcia. Człowiek uczy się regulować własne emocje przede wszystkim w relacji z innymi ludźmi. Dziecko najpierw doświadcza regulacji dzięki obecności opiekuna, a dopiero później stopniowo rozwija zdolność do samodzielnego uspokajania organizmu. Choć osoby dorosłe dysponują znacznie większą autonomią, znaczenie obecności drugiego człowieka nigdy nie znika. Jest w tym coś pierwotnego. Każdy z nas na pewno ma doświadczenie rozmowy, po której czuł więcej spokoju. Albo przeciwnie, spotkania, po którym napięcie wyraźnie wzrosło.
To właśnie dlatego stan osoby prowadzącej psychoterapię ma znaczenie. Sposób, w jaki oddychamy, siedzimy czy reagujemy, staje się częścią środowiska, w którym znajduje się drugi człowiek. W TSR poświęcamy wiele uwagi temu, jakich słów używa terapeuta i jakie pytania zadaje. Równie ważne może być jednak to, z jakiego stanu te słowa wypływają. Na ile jest to stan obecności albo na przykład lęk przed tym, co może się wydarzyć. Oczywiste jest, że nie da się być zawsze w pełni stabilnym i doskonale wyregulowanym. Tacy terapeuci występują prawdopodobnie wyłącznie w materiałach promocyjnych szkoleń i na zdjęciach stockowych. Osoby prowadzące psychoterapię także doświadczają momentów zmęczenia czy niepewności. Znaczenie ma rozwijanie świadomości własnego stanu oraz zdolności do powracania do kontaktu ze sobą. Im bardziej nasza uważność na samych siebie będzie zintegrowana z codziennym życiem, tym mniej będziemy musieli o niej pamiętać podczas pracy psychoterapeutycznej. Trudno oczekiwać, że terapeuta, który przez większość dnia ignoruje własne zmęczenie, napięcie i granice, nagle stanie się doskonale ucieleśniony po zamknięciu drzwi swojego gabinetu. Idąc za tym, bardzo dobrym pomysłem wydaje się pielęgnowanie w sobie zaciekawienia nie tylko tym, jak mogę uwzględniać ciało w psychoterapii, ale także jak na co dzień pogłębiam własne bycie w ciele.
…czyli ucieleśniona postawa niewiedzy
Postawa niewiedzy jest jednym z najważniejszych elementów psychoterapii postsystemowych, do których grona należy m.in. Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach czy Terapia Narracyjna (obydwie uwielbiam!) Oznacza ona przede wszystkim rezygnację z przekonania, że nasza wiedza daje nam uprzywilejowany dostęp do znaczenia doświadczeń drugiej osoby. I super, aby to dotyczyło również ciała.
Osoba prowadząca psychoterapię może posiadać wiedzę o traumie, fizjologii stresu, regulacji emocjonalnej czy procesach zachodzących w układzie nerwowym. Ale wciąż nie wie, co dla tego konkretnego człowieka siedzącego naprzeciwko oznacza zaciśnięcie dłoni, odwrócenie wzroku albo przyspieszenie oddechu. Ucieleśniona postawa niewiedzy polega więc na dostrzeganiu sygnałów organizmu bez kolonizowania ich naszą ekspercką interpretacją. „Zauważam, że zaciskasz dłonie” jest opisem spostrzeżenia. „Twoje ciało pokazuje, że się boisz” stanowi już interpretację. I ok. Może ona nawet okazać się bliska doświadczeniu osoby, ale może też zupełnie się z nim rozmijać. Zaciśnięte dłonie mogą towarzyszyć lękowi, złości, skupieniu albo czemuś, czego terapeuta nie bierze nawet pod uwagę. Mogą też nie mieć dla naszego rozmówcy absolutnie żadnego szczególnego znaczenia. Dlatego obserwacja ciała nie daje terapeucie prawa do rozstrzygania, co osoba „naprawdę” przeżywa. Stwierdzenie, że „ciało nie kłamie”, może brzmieć przekonująco, lecz w psychoterapii łatwo staje się sposobem podważania czyjejś wypowiedzi: „Mówisz, że czujesz spokój, ale twoje ciało mówi co innego”. W takim momencie terapeuta przypisuje własnemu odczytaniu ciała większą wiarygodność niż słowom osoby, której towarzyszy. Postawa niewiedzy wymaga pozostawienia miejsca na rozbieżność i możliwość pomyłki. Obejmuje także zgodę na to, że doświadczenie cielesne nie musi od razu zostać nazwane. Osoba może coś odczuwać i jednocześnie nie znajdować dla tego fenomenu słów. I to jest ok, bo możemy towarzyszyć w zmianie jednocześnie dzieląc się odpowiedzialnością za tę zmianę.
… bo „układ nerwowy pamięta drogę do siebie”
Znaczenie ciała szczególnie wyraźnie widać w pracy z osobami po doświadczeniach traumatycznych. Skutki traumy mogą ujawniać się nie tylko w opowieści o tym, co się wydarzyło, ale również w sposobie odczuwania własnego organizmu, poziomie pobudzenia, napięciu mięśniowym czy trudnościach z regulacją emocji. W takim kontekście najmniejszą możliwą zmianą nie musi być nowe przekonanie o sobie czy otaczającym świecie. Czasem będzie nią odrobina ulgi albo taki poziom pobudzenia, przy którym w ogóle możliwe staje się nawiązanie kontaktu z własnymi zasobami (o zasobach jeszcze będzie. Tylko niżej). Niekiedy dopiero wtedy pojawiają się słowa. Najbardziej ujmuje mnie w tej perspektywie myśl, że nasz układ nerwowy nieprzerwanie próbuje nas wspierać i chronić. Taka jego robota. Czy istnieje lepszy dowód na to, że człowiek ma w sobie wszystko, czego potrzebuję aby poradzić sobie z tym, czego doświadcza? Już nie pamiętam w rozmowie z kim usłyszałem to po raz pierwszy. Ale bardzo chcę podzielić się tym zdaniem:
„Układ nerwowy pamięta drogę do siebie”.
Rozumiem je jako wyraz ogromnego zaufania wobec naszych wewnętrznych zdolności do odzyskiwania równowagi, kontaktu i sprawczości. Organizm oczywiście nie zawsze sam poradzi sobie z konsekwencjami traumatycznych doświadczeń. Czasem te nasze naturalne zdolności „samoleczenia” mogą być przyblokowane. W takich sytuacjach potrzebujemy drugiej osoby i poczucia bezpieczeństwa. Jednocześnie człowiek nigdy nie jest biernym odbiorcą terapeutycznych oddziaływań. Ciało posiada własną wiedzę, historię przystosowania oraz zdolność reagowania na nowe doświadczenia. Rolą terapeuty jest m.in. tworzenie warunków, w których układ nerwowy zacznie rozpoznawać swoją własną drogę powrotu. Wszyscy posiadamy zasoby, niezbędne do zmiany. Jednym z tych wewnętrznych jest właśnie nasz układ nerwowy.
… ale mamy też zasoby zewnętrzne. Czyli o tym, że przestrzeń też uczestniczy w terapii
W skutecznej psychoterapii nie zawsze chodzi o spektakularne interwencje czy techniki. Czasami ogromne znaczenie mają rzeczy, które łatwo przeoczyć. Może to być np. odpowiednie światło w gabinecie, kolory ścian czy zapach. Dla mnie w gabinecie moich terapeutek i terapeutów znaczenia zawsze miało i ma obecność roślin i woda. No i kluczowe – wygodny fotel. Ale wygodny tak naprawdę 🙂 Taki, który pozwala poczuć oparcie i stabilność, a nie tylko się “rozlać”. Niestety większość foteli, które kojarzą nam się z gabinetem terapeutycznym, ma niewiele wspólnego z wygodą i stabilnością. Raczej sprzyjają dysocjowaniu.
Urządzanie gabinetu jest więc w pewnym sensie częścią projektowania procesu terapii. To, co wydaje mi się szczególnie istotne, to kwestia tego na ile osoba może decydować. Na przykład gdzie usiądzie? Albo czy ma możliwość zmiany pozycji lub wpływania na odległość w jakiej siedzi. Możliwość wyboru ma szczególne znaczenie w pracy w temacie traumy, ponieważ trauma bardzo często ma związek z utratą wpływu. Nawet niewielkie decyzje podejmowane w gabinecie mogą stawać się doświadczeniem odzyskiwania sprawczości. O znaczeniu wyboru pisali Luc Isebaert i Marie Christine Cabie w swojej książce o Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach według modelu z Brugii: “O jednej z terapii krótkoterminowych. Wolny wybór klienta jako etyka w psychoterapii”. Mocno tę książkę polecam.
Ucieleśnianie zasobów
Ucieleśnianie zasobów polega nie tylko na mówieniu o nich, lecz także na ich odczuwaniu. Zauważaniu tego, co pojawia się w nas w kontakcie z czymś ważnym lub wspierającym, i zatrzymywaniu się przy tym doświadczeniu. Zasoby mają bowiem również wymiar zmysłowy i cielesny. Kiedy mówię o swojej determinacji albo odkrywam, jak istotna jest dla mnie moja odwaga, mogę zaciekawić się tym, jak odczuwam to w swoim ciele w tym właśnie momencie. Podobnie myśl o kontakcie z ważną czy ukochaną osobą może wywoływać zauważalną reakcję fizyczną przy której można się zatrzymać. Nie musi to być silne ani jednoznaczne odczucie. Zdarza się że to coś subtelnego jak na przykład odrobina ciepła. W takim rozumieniu ucieleśnianie zasobów jest dla mnie dawaniem sobie czasu na doświadczenie tego, o czym właśnie mówię. Zauważeniem tego.
Zasobem może być również wzrok. Możliwość kierowania spojrzenia ku temu, co znajome, przyjemne lub pomocne w odnajdywaniu się w otoczeniu (mocno doświadczam tego, ucząc się metody Brainspotting, ale na ten temat szykuje odrębny tekst). Sam wybór tego, na czym zatrzymujemy wzrok, może dawać poczucie wpływu. Kontakt wzrokowy może wspierać, ale może też zwiększać napięcie.
Zaufanie do zasobów człowieka wiąże się dla mnie również z tym, jak rozumiemy jego dotychczasowe sposoby radzenia sobie. W terapii Gestalt istnieje pojęcie, które mocno mnie ujmuje za każdym razem, gdy o nim myślę: „twórcze przystosowanie”. Zakłada ono, że sposób funkcjonowania człowieka rozwija się w odpowiedzi na warunki, w których przyszło mu żyć. Nawet zachowania przynoszące dziś cierpienie mogły kiedyś stanowić najlepszą albo jedyną dostępną możliwość radzenia sobie. Takie spojrzenie pozostaje bliskie niepatologizującemu charakterowi Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Przykładowo: wzmożona czujność pozwalała odpowiednio wcześnie rozpoznawać zagrożenie, a ograniczenie kontaktu z emocjami mogło pomagać przetrwać sytuację, w której ich pełne przeżywanie było zbyt bolesne.Szczególnie wyraźnie widać to we współczesnych koncepcjach rozumienia następstw traumy, gdzie PTSD coraz częściej określane jest jako PTSA, czyli „post-traumatic stress adaptation”. Dzięki temu mocniej podkreśla adaptacyjny wymiar reakcji pourazowych.
A co na to współczesna nauka?
To, o czym piszę i w jaki sposób aktualnie myślę, nie jest próbą tworzenia nowej metody ani odejścia od filozofii Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach. Wręcz przeciwnie. Dla mnie to sposób patrzenia na TSR przez pryzmat współczesnej wiedzy o człowieku. Wiedzy, do której twórcy tego podejścia zwyczajnie nie mieli dostępu kilkadziesiąt lat temu, kiedy budowali jego fundamenty.
W ostatnich kilkunastu latach w psychoterapii coraz więcej mówi się o ucieleśnieniu (embodiment), interocepcji, regulacji emocji czy rekonsolidacji pamięci. Od wielu lat wiemy również, że skuteczność psychoterapii nie zależy wyłącznie od stosowanych technik. Metaanalizy wskazują między innymi na związek jakości przymierza terapeutycznego z efektami psychoterapii, obserwowany w różnych podejściach.
To ważna wiadomość dla osób pracujących w nurcie TSR. Postawa niewiedzy, autentyczna ciekawość, szacunek wobec autonomii klienta czy koncentracja na jego preferencjach pomagają budować relację, która ma znaczenie dla procesu zmiany. A skoro relacja jest doświadczeniem, nie może ograniczać się wyłącznie do wymiany słów. Wydarza się również poprzez sposób, w jaki pozostajemy ze sobą w kontakcie. Badania z obszaru psychologii rozwojowej, neuronauki i traumy wskazują na znaczenie poczucia bezpieczeństwa dla uczenia się, eksploracji, regulacji emocji i tworzenia relacji. Jedną ze współczesnych koncepcji, które mogą pomagać w myśleniu o tych procesach, jest predictive processing, czyli przetwarzanie predykcyjne. Zakłada ona, że mózg nie tyle biernie odbiera rzeczywistość, ile nieustannie ją przewiduje na podstawie wcześniejszych doświadczeń. Z tej perspektywy konsekwencje doświadczenia traumatyczne mogą prowadzić do przewidywania zagrożenia również w sytuacjach, w których aktualnie go nie ma.
Psychoterapię można wówczas rozumieć także jako przestrzeń nowych doświadczeń, które pozwalają stopniowo aktualizować wcześniejsze przewidywania. Takie spojrzenie wydaje mi się bliskie pracy w Podejściu Skoncentrowanym na Rozwiązaniach, szczególnie w ujęciu relacyjno-doświadczeniowym. Człowiek ma szansę doświadczyć czegoś, co nie mieści się w jego dotychczasowym obrazie świata dzięki wyjątkom. Zazwyczaj kojarzą się one z poszukiwaniem sytuacji, w których problem nie występował, był mniej nasilony albo osoba radziła sobie z nim w bardziej użyteczny sposób. Wyjątków szukamy więc często w przeszłości lub w codziennym życiu klienta. Ale wyjątek może wydarzyć się również podczas sesji, w teraźniejszości. Może to być taki moment, w którym osoba po raz pierwszy od dawna swobodniej oddycha albo pozostaje w relacji pomimo pojawiających się nieprzyjemnych emocji. Wyjątek może pojawić się w kontakcie i w doświadczeniu, które wspólnie w trakcie psychoterapii współkonstruujemy.
Ciało w TSR – co znajdziemy w literaturze naukowej?
Ucieleśniony wymiar Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach pozostaje obszarem stosunkowo słabo opisanym w literaturze. Publikacje, które udało mi się znaleźć, podejmują jednak interesujące wątki. Od niewerbalnej koordynacji między uczestnikami rozmowy, przez propozycje integracji pracy z ciałem i emocjami, po techniki pozwalające doświadczać elementów preferowanej przyszłości podczas sesji.
Bardzo ważne filozoficzne tło dla tych rozważań proponuje Guy Shennan w artykule Extended mind, extended person, extended therapy? (2016). Można w nim znaleźć kilka refleksji wokół tego, jakie konsekwencje dla terapii może mieć rozumienie człowieka poprzez jego cielesne zaangażowanie w świat oraz powiązania z otoczeniem. Przyjęcie perspektywy, w której ciało aktywnie uczestniczy w poznawaniu, skłania do poszerzenia myślenia o zmianie poza samą rozmowę.
W badaniu Assessment of Movement Synchrony and Alliance in Problem-Focused and Solution-Focused Counseling (2024) 34 osoby uczestniczyły w dwóch rozmowach: skoncentrowanej na rozwiązaniach i skoncentrowanej na problemie. Ich kolejność była losowa, a każdą prowadziła inna osoba. Na podstawie nagrań analizowano synchronizację ruchową, czyli stopień czasowej koordynacji ruchów rozmówców. Oceniano również przymierze terapeutyczne. W rozmowach skoncentrowanych na rozwiązaniach zaobserwowano większą synchronizację, ale nie stwierdzono istotnych różnic w przymierzu. Różnica w synchronizacji dotyczyła przede wszystkim początkowego etapu opisywania problemu. Zaprasza mnie to bardzo do postawienia bardzo ostrożnej hipotezy, że być może praca zgodna z założeniami filozoficznymi TSR tanowi sprzyjający kontekst dla świadomego włączania doświadczeń cielesnych i ruchu w proces psychoterapii. Mam nadzieję, że doczekamy się badań w tym zakresie.
Lubin i współpracownicy w artykule Toward a Synergistic Version of Solution-Focused Brief Therapy: Enhanced Efficacy through the Body and Emotion (2019) proponują wzbogacenie TSR o elementy podejść zorientowanych na ciało i emocje, między innymi Somatic Experiencing i psychoterapii sensomotorycznej. Rozważają, na ile większa uwaga poświęcana doświadczeniom cielesnym i emocjonalnemu zaangażowaniu terapeuty mogłaby wzmacniać więź terapeutyczną oraz wspierać zmianę. Autorzy tego artykułu krytykują również ryzyko sprowadzania TSR do schematycznego zadawania pytań i postulują większe emocjonalne zaangażowanie osób prowadzących terapię w tym podejściu.
Praktyczny przykład ucieleśnionej pracy w TSR przedstawia Michael D. Reiter w publikacji Stepping Into the Future: A Brief Experiential Solution-Focused Technique (2026). Opisany w artykule sposób pracy łączy skalowanie i pytanie o cud z ruchem oraz odgrywaniem zachowań związanych z pożądaną zmianą. Osoba korzystająca z terapii wykonuje fizyczne kroki symbolizujące zbliżanie się do preferowanej przyszłości, a jednocześnie próbuje działań, które mogłyby ją współtworzyć. Rozmowa zostaje w ten sposób uzupełniona o bezpośrednie doświadczenie. Artykuł zawiera podstawy teoretyczne, wskazówki dotyczące zastosowania techniki oraz dwa przykłady kliniczne – pracy indywidualnej i z parą. Bardzo zachęcam do zapoznani się z nim, ponieważ może stanowić solidną inspirację dla praktyki. Szczególnie dla osób, które z pracą uwzględniającą ciało w terapii dopiero się zapoznają.
Czy istnieje „czysty TSR”?
Myślę, że poruszane w tym tekście wątki mogą skłaniać do zastanawiania się na ile to, o czym piszę, nadal mieści się w granicach Podejścia Skoncentrowanego na Rozwiązaniach, dlatego na zakończenie chcę podzielić się kilkoma refleksjami w tym temacie.
Każdy nurt powstaje w określonym kontekście historycznym i kulturowym. Każdy też, o ile nie chcemy, aby zamienił się w muzealny eksponat, potrzebujemy zestawiać ze współczesną wiedzą, zmieniającymi się potrzebami ludzi oraz doświadczeniem kolejnych pokoleń terapeutek i terapeutów. Współczesne modele TSR różnią się od sposobu pracy rozwijanego przez Steve’a de Shazera i Insoo Kim Berg, choć pozostają zakorzenione w tej samej tradycji i filozofii myślenia. Ufam, że we współczesnej psychoterapii prowadzonej w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniach jest miejsce na pracę z ucieleśnionym doświadczeniem. Warto jednak przy tym zachowywać i pielęgnować w sobie uważność na to w jakim stopniu pozostaje ona zgodna z postawą niewiedzy, wzmacnia autonomię osoby korzystającej z psychoterapii, pomaga dostrzegać i wykorzystywać własne zasoby, zachowuje uważność na takie elementy jak język, relacja i kontekst, służy temu, co osoba korzystająca z psychoterapii uznaje za ważne i wreszcie poszerza jej możliwości wyboru.
Jeśli traktujemy TSR jako zamknięty zbiór technik (a mam nadzieję, że mało kto traktuje to podejście w ten sposób), każda mniej typowa interwencja, pytanie czy sposób pracy może budzić obawy o naruszenie jego „czystości”. Jeśli jednak rozumiemy to podejście przede wszystkim jako filozofię praktyki, otwiera to nam przestrzeń do rozwoju i dialogu przy zachowaniu własnej tożsamości. Osobiście stoję na stanowisku, że potrzebujemy współczesnej TSR, która zarówno czerpie ze swoich korzeni, jak i pozostaje w otwartości na rozwój wiedzy o człowieku.
I pamiętajmy: ciało nie czeka, aż zaprosimy je do psychoterapii. Ono już tam jest.
